Test Coopera – wiosna 2014

Do samego końca wahałem się czy podejść do tego testu czy jednak sobie odpuścić, bo przecież jutro górski półmaraton w Jedlinie (23km). Treningowe podejście nie wchodziło w rachubę – nie miało to sensu, albo biegnę na poważnie albo wcale. Prognozy pogody nie były optymistyczne, po upalnych dniach w nocy popadało i widziałem, że przelotnie ma jeszcze trochę wody spaść. Decyzję o starcie podjąłem wczorajszym popołudniem – BIEGNĘ. Ustawiłem się ze Sławkiem, że mnie zabierze. On nie startował, chciał mieć dwa dni przerwy przed górskim, a na test jechał z aparatem, żeby porobić trochę zdjęć. Kiedy zajechaliśy na miejsce z każdej strony schodzili się biegacze…piękny widok.

Ja, Gosia i Łukasz. fot. Sławomir Szarafin

W biurze „zawodów” wypełniłem oświadczenie i dostałem numer startowy. Zostałem przypisany do grupy startującej o godzinie 10:30 – razem z grupą znajomych z akcji Biegaj-Zapobiegaj. Zostało jeszcze 40 minut do startu, więc można przed rozgrzewką pobajdurzyć z jak największą ilością znajomych mi twarzy. 😉 Jeśli kogoś pominąłem, to przepraszam….nie mam pamięci do twarzy, a jeśli znamy się tylko z internetu to kaplica, w realu nie rozpoznam. 🙁

Rozgrzewka. fot. Sławomir Szarafin

Ruszyliśmy całą grupą na rozgrzewkę. Kilka kółek dookoła stadionu, czułem że będzie moc. Bardzo lekko mi się truchtało. Obczaiłem powbijane tabliczki na różnych odcinkach informujące o pokonanym dystansie. Dużymi cyframi była podana ilość metrów pierwszego okrążenia, a pod nią w kolejności każdego kolejnego. Można orientować się na jakim etapie biegu jesteśmy. Zaliczyłem jeszcze szybką toaletę i udałem się na odrysowaną na ziemi linię startu. 😉 Zastanawiałem się, dlaczego nie zrobili startu tam gdzie była nadmuchana brama z wielkim napisem TEST COOPERA. Okej…jesteśmy tu od biegania, a nie od myślenia organizacyjnego. Chwila zamieszania, bo sędziowie musieli ustalić, który jaką grupę zawodników ogarnia do zliczania okrążeń i mogliśmy przygotować się do gwizdka startowego. Stanąłem zaraz za Patrykiem Łazarskim, chyba najlepszym zawodnikiem testującym się dzisiaj. Miałem pewność, że jak wystrzelimy to nie będę nikomu deptał po piętach ;). Jeszcze krótkie żarciki dla rozluźnienia atmosfery i jest … gwizdek zabrzmiał.

Początek pierwszego okrążenia. fot. Sławomir Szarafin

Ruszyłem dosyć żwawo, po pierwszych 200m spojrzałem na zegarek i widziałem średnie tempo 3:40/km….za szybko, mogę tego nie wytrzymać – lekko zwolniłem, wyrównałem oddech i starałem się ustabilizować tempo. Przez pierwsze dwa okrążenia, sędzia za mnie odpowiedzialny głośno informował, które jest za mną. Później zamilkł, a nawet nie był za bardzo zainteresowany moją osobą. :/ Biegłem dalej, zdublowałem sympatycznego kolegę Łukasza Książka, który biegł z żoną rekreacyjnie. Garmin oznajmił pierwszy kilometr ze średnim tempem 4:03…nawet ładnie, nie spodziewałem się takiego obrotu sprawy. 😉 W trakcie mojego biegu dotarł Przemek Załęcki (który jest nieoceniony w radach dotyczących moich treningów) i Edek Szewczak z rodziną, którzy mi dopingowali. 🙂 Dzięki!!! to naprawdę pomaga.

Na wirażu. fot. Sławomir Szarafin

Był to mój pierwszy test i nie wpadłem na to, żeby w zegarku ustawić sobie czas biegu. Nie miałem pojęcia ile już jego minęło, kiedy będę mógł przyśpieszyć na maxa…przyglądałem się tylko jaki dystans minął i w jakim tempie. Drugi kilometr nieznacznie wolniej bo po 4:09/km, ale tętno już o 10 uderzeń na minutę więcej niż przy pierwszym. Okej, mam już zliczone dwa kaemy, teraz walczymy o ostatni. Pierwsze 500m trzeciego kilometra zwolniłem, żeby na ostatnich metrach mocno przyśpieszyć. Tempo schodziło poniżej 4min/km, serce waliło….nie ma gwizdka, a ja zbliżam się do wyrysowanej kreski oznaczającej pełne okrążenie, przyśpieszam jeszcze, żeby na ostatnich 20-30 metrach mieć na liczniku 3:14/km i tętno 184. Minąłem kreskę i w tym momencie zabrzmiał gwizdek.

Podchodzi sędzia i podaje mi wynik 2310m. Że co słucham??!! Chyba coś nie tak, mój zegarek mówi, że jest równo 2970m, co do joty. Nie…zegarki się mylą, zrobił Pan 6 okrążeń. Hmmm nie liczyłem, myślałem, że on jest od tego. Zagaduję do Romka Magdziarczyka (były olimpijczyk w chodzie) i przedstawiam sytuację, że chyba jest coś nie tak…ale on również upiera się, że zegarki się mylą i na stadionie to może być duża różnica- ale aż 660m?! – usłyszałem odpowiedź TAK. Okej…witki opadły, nie będę wnikał, ale ktoś tu się myli i zdecydowanie nie jestem nim ja. Nie wnikam w zapiski sędziów i uznaję swój pomiar jako rzetelny.

Co się okazało…wróciłem do domu, zrzuciłem dane na Endomondo i przesuwając kropkę po zapisie tempa, liczyłem okrążenia. O, jakaż niespodzianka, zrobiłem ich 9, a nie jak to naliczył sędzia 7. Co daje 2970m, czyli dokładnie tyle ile pokazał zegarek. Nie byłem jedynym, któremu zaginęły okrążenia, lub komuś dodano więcej niż w rzeczywistości przebiegł.

Usłyszałem głosy, że to zabawa i niektórzy bez sensu wykłócają się o wyniki i robią bezsensowny szum. Niestety, a może stety nie zgadzam się z takim podejściem. Test Coopera, jak sama nazwa wskazuje jest testem. Jest to próba wytrzymałościowa obrazująca, na jakim poziomie wytrenowania jest zawodnik. Być może dla niektórych taka impreza jest okazją do spotkania towarzyskiego i przetruchtania dla zabawy 12minut z bananem na twarzy, ale dla mnie jest to bardzo ważny sprawdzian. Realizuję wielotygodniowe plany treningowe i chciałbym sprawdzić się na jakim poziomie znajduje się moja forma, a jakbym chciał dla zabawy pobiegać to wziąłbym udział w imprezie Polska Biega, gdzie liczy się start. Jeśli podchodzę do ogólnopolskiego testu, to chciałbym aby moja próba była sprawdzona rzetelnie, a nie po łebku, bo każde 100-200m urwane przez sędziego wpływa znacząco na wynik końcowy. Bo nie wspomnę o urwanych 2 okrążeniach czyli 660 metrach!!!

Nie wiem czy następnym razem skuszę się na udział w tej „imprezie”, równie dobrze mogę poprosić kolegę, który będzie zliczał mi okrążenia, albo zdam się na pomiar zegarkiem, który jak widać pomierzył mi bieg idealnie. Na jesień będę chciał zrobić sobie taki test, może we Wrocławiu, a jeśli nie to u nas na stadionie we własnym zakresie. Ciekawi mnie jaki zrobię postęp po maratońskich przygotowaniach.

 

One comment

  • Błędy zdarzają się każdemu. Sztuką jest jednak umieć się do nich przyznać…
    Owszem, odczyt z GPS-a może być przełamany, zwłaszcza przy bieganiu po stadionie. Ale jeśli ze ścieżki odczytaleś ilość okrążeń to mamy jasność. A tłumaczenia, że to tylko zabawa to już nie rozumiem w ogóle.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *