XIII Półmaraton Wałbrzych:Reaktywacja

Nadszedł dzień testu przed maratońskiego. XIII Półmaraton Wałbrzych: Reaktywacja. Po 6 latach do kalendarza biegowego wróciły zawody z Wałbrzycha. Dzisiejszy bieg miał odpowiedzieć na kilka pytań, m.in. czy jestem w stanie biec tym samym tempem na dystansie połowy maratonu i czy jestem w stanie pobić swój rekord życiowy, tj. 1:59? Teraz już wszystko wiem…ale od początku.

Wybrałem się z Szymonkiem ok. 17:30 po odbiór pakietu startowego. Biuro zawodów było czynne od 17 na terenie hali lekkoatletycznej. Fajny obiekt jakiś czas temu odnowiony, naprawdę niczego sobie. Sprawdziłem na wywieszonej liście, który mam numer startowy, podeszliśmy do stolika z zakresu 1-100, jako że mam numer 58 🙂 Uprzejma Pani dała nam reklamówkę z pakietem i udaliśmy się na Pasta Party. „Impreza” odbywała się na tyłach hali, było tam miejsce do uprawiania rzutów młotem, dyskiem i pewnie kulą. Klatka i duża łąka. 🙂 Przed wejściem było stoisko Herbalife’u, gdzie dokonywano pomiarów tkanki tłuszczowej. Pomyślałem, czemu sobie tego testu nie sprawić.

Okazało się, że mam 15,9% tłuszczu, co przekłada się na 12,2kg tego paskudztwa na całe moje ciało. Z tabeli wyszło, że jest w normie.:) Spytałem Szymonka, czy ma ochotę na makaron, ale było to pytanie tendencyjne. On zawsze ma ochotę na makaron. Ja wziąłem sobie porcję z mięskiem, a on chciał same kluski. Rozłożyliśmy się na trawce i konsumowaliśmy w spokoju, w międzyczasie synek sobie trochę pobiegał po równej trawie bez ryzyka tąpnięcia w psie odchody. 🙂 Z pełnymi żołądkami udaliśmy się do domu.

Nie będę opisywał jak to się szykowałem do biegu…wpakowaliśmy się do samochodu i pojechaliśmy w wyznaczone miejsce parkingowe nie daleko rynku. Obsługa spisała się na medal, ledwie wjechaliśmy, przechwycili nas i skierowali na wolne miejsce. Koło linii startu byliśmy na 15 minut przed początkiem biegu.

Z nieba coś się sączyło. Nie tak miało być. Odprowadziłem rodzinkę pod dach Biblioteki, a sam udałem się do wyznaczonego sektora z napisem 1:50. Tam spotkałem kolegę Wojtka i Krzyśka, z którymi kiedyś trenowałem Taekwon-Do. Włączyłem Garmina, a on jak na złość nie chciał połączyć się z satelitami, pewnie przez pogodę. Rozpoczęło się odliczanie 10, 9, 8, 7, 6, 5, 4, 3, 2, 1…START! A Garmin dalej bez zasięgu:( Ruszyliśmy w wielkim ścisku wąską uliczką dookoła rynku, tempo okropne, podejrzewam że ok. 7 minut/km. Całe szczęście jak tylko opuściliśmy rynek, peleton się trochę rozciągnął i z każdym metrem robiło się luźniej. Garmin też się połączył. J Strategię miałem prostą, pierwsze 4 kilometry bez szarpania, swobodnie i z każdym następnym przyśpieszać. Wyszło troszkę inaczej. Pierwszy kilometr po 5:09, drugi już 4:37. Hmmm czy aby nie za szybko, ale czuję się świetnie. Na trzecim kilometrze pierwszy podbieg, dość stromy i długi. Tempo 5:21. Teraz widzę efekty bujania się po górkach. Siła w nogach i kondycja jest, tylko ten podbieg będę pokonywał jeszcze dwa razy. 🙂 Na 4km podłączyłem się pod Pacemakera na 1:50, biegł z nim Krzysztof Skiba (nr.270) i Ewa Paduch (nr. 178). Pytali się prowadzącego jaką ma życiówkę z półmaratonu, a on że to jest jego debiut. Oczy zrobiłem szerokie, że objął tą funkcję w debiucie, ale może jest mocny tylko nie startował w zawodach. Zauważyłem, że Krzysztof pomagał swoim doświadczeniem Ewie i lekko przyśpieszyli, postanowiłem biec z nimi do momentu jak mi siły starczy. Miły Pan również mnie instruował jak biec, żeby nie wyprztykać się zbędnie z energii. Jak wybierać tor biegu, jak układać ręce itp. Przy okazji sporo mówił podczas biegu, a to pozwoliło nie myśleć o zmęczeniu. Punkty nawadniania były dwa na pętli, czyli dosyć często. Pierwszy pominąłem, na drugim wziąłem wodę i połówkę banana. Co mnie na niego podkusiło nie wiem, ale skosztowałem tylko gryzka i wyrzuciłem. Nie bardzo umiem jeść podczas biegu. Może warto się nauczyć przed maratonem. Pierwsza pętla kończyła się na rynku, tam przy barierkach czekała na mnie kibicująca rodzinka. 7km upłynęło przyjemnie w doborowym towarzystwie i niezłym czasie (00:36:58 / 316). Kolejne kółko, kolejny raz podbieg wyszedł na 10km. Wyszło trochę gorzej bo w tempie 5:40, ale zmęczenie jeszcze nie dawało się we znaki. Tym razem pobrałem dwa kubki wody na pierwszej stacji, jeden na szyję, a z drugiego dwa łyki. Kiedy byliśmy już na końcówce drugiej pętli, wyprzedził nas Kenijczyk, który w rezultacie biegł po zwycięstwo. Ponownie wbiegamy na rynek, tam rodzinka, wymiana uśmiechów i lecimy ostatnią pętlę. Po 14km czas 01:13:03 / 296, odrobiłem 20 pozycji. Niestety zacząłem czuć lekko tempo narzucone przez Ewę i „pozwoliłem” im odejść ode mnie, ale nie tracąc ich z oczu. Przy każdej „zawrotce” machaliśmy do siebie, a raczej ja dawałem znać, że jestem tuż za nimi. Trzeci raz atak na podbieg wyszedł najgorzej, 6:07. Na górze uruchomili prysznice, przez które sobie przebiegłem. Teraz został tylko zbieg, na którym mogłem troszkę podgonić do uciekającej grupy. Ostatnie 2km były lekko pod górę, ale mi już było wszystko jedno i nie odpuszczałem, ba na finiszu jeszcze starałem się pobiec sprintem…albo mi się wydawało, że tak szybko biegnę. Na 100m przed metą, Asia puściła dzieci z myślą, że pobiegnę z nimi za ręce, ale ja byłem w lekkim amoku i komicznie to wyglądało jakby mnie goniły. Wynik 1:50:15, 15sek. zabrakło do złamania 1:50, ale rekord i tak jest poprawiony o 9 minut. Do tego wszystkiego należy dodać jeszcze dwie obtarte stopy i dwa sutki :/.

Jeśli chodzi o organizację imprezy, to należy się ocena 10/10. Punkty z wodą obsługiwane byłe wzorowo, żadnych przestojów czy plątaniny wolontariuszy. Służby porządkowe również stanęły na wysokości zadania. Naprawdę nie było niczego co wpłynęło by negatywnie na moją ocenę. Za rok na pewno znowu tu pobiegnę.

Cząstkowe czasy:

3km – 00:15:56 / 294

5km – 00:26:01 / 318

7km – 00:36:58 / 316

10km – 00:52:23 / 307

12km – 01:02:03 / 301

14km – 01:13:03 / 296

17km – 01:29:24 / 298

19km – 01:39:45 / 301

21,097km – 01:50:15 / 297

Kilka zdjęć:

 

2 comments

  • Fajna impreza i super relacja. Co do jedzenia na trasie to koniecznie musisz to przećwiczyć – zostało bardzo mało czasu… na długich biegach poćwicz takie odżywianie jakie planujesz na maratonie żeby nie ryzykować tego że organizm zastrajkuje. Podczas biegu żołądek i trawienie jest odłączane żeby nie marnować energii więc może się nawet zdarzyć że to co połkniesz szybko wróci na wolność 🙂
    Ja mam zamiar wziąć na maraton ze 4 żele w płynie i popić je wodą albo izotonikiem i taki zestaw sobie zafunduję na długie wybiegania w tą w następną niedzielę i na półmaraton w Tarczynie 16-go września. Potem już mam ograniczanie dystansu więc długich biegów nie będzie.
    To powodzenia na ostatniej prostej przygotowań! Wylecz porządnie te otarcia przed maratonem 🙂

    Odpowiedz
  • Muszę się właśnie rozejrzeć za jakimiś żelami i po testować, ciekawe jak mój organizm się na takie coś zapatruje. Nie sądzę, żebym był w stanie pochłonąć banana, więc to będzie jedyne wyjście. 🙂

    Odpowiedz

Pozostaw odpowiedź Leszek Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.